sobota, 12 lipca 2008

i dalej...

Zaczyna się część właściwa. Niestety, z jakiegoś powodu muzykę (z Chrono Trigger i Chrono Symphonic) mogę zapodać tylko w takiej formie. Postara się naprawić to jak najszybciej, a póki co polecam Foxy Tunes. A za to, co na razie jest podziękowania dla Chrabiego, admina Polskiego Centrum Chrono Sagi

nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy (dużo, duuuuuużo później)

Music:Manoria Cathedral (Manoria Abbey)

Przebudzenie nie należało do najmilszych, zresztą to normalne kiedy głowa boli, kończyny się nie ruszają, a do tego coś kłuje w brzuchu. „O kurwa” pomyślał Pablo „takiego kaca jeszcze nie miałem”. Po chwili przypomniał sobie jak się nazywa, oraz że jest abstynentem. Nieco go to zaniepokoiło, więc postanowił zaryzykować skorzystanie ze zmysłu wzroku. Pulsujący ból w lewej skroni trochę osłabł, co ułatwiało korzystanie z przynajmniej jednego oka. Znajdował się w małym, okrągłym pomieszczeniu, a zza drewnianych ścian dobiegał bezustanny szmer. Nie zauważył żadnych drzwi, ani w ogóle nic na czym mógłby zawiesić wzrok, więc obiektem obserwacji stało się jego własne ciało. Wtedy właśnie wyjaśniła się część jego dolegliwości – był związany! Leżał na jakimś dziwnym łóżku, lub raczej podeście (wzbudziło to w nim niemiłe skojarzenie z katafalkiem), a od niedużej rany w brzuchu do leżącego nieopodal naczynia prowadziła cienka rurka, którą płynęła (pod górę!) jakaś ciężka do określenia substancja. Ubranie miał w kilku miejscach poszarpane, co akurat nie wpłynęło znacząco na jego walory estetyczne. Próbował krzyknąć, ale usta miał zakneblowane czymś lepkim i słodkawym. Uszczerbek goił się niesamowicie szybko - było wręcz widać regenerującą się skórę. Nagle zgasło światło (nie zauważył wcześniej skąd się brało). Nie wiedział czy zasnął czy zemdlał, ale to znowu nie był jego problem.


PROLOGOS III

Schron C - sektor Tarre, 2317 rok podziemia

Music: To Lands Unknown

Krinn szedł korytarzem B15 w schronu C. Światło jarzeniówek odbijało się w jego nowej odznace. Właśnie skończył 20 lat i został pełnoprawnym członkiem klanu Tarre, wiązało się to z wieloma przywilejami jak dodatkowe pół racji w niedziele; mógłby się też, razem ze swoją ukochaną Lanni starać o pozwolenie na dzieci... „Życie jest piękne”, pomyślał, po czym skręcił w korytarz prowadzący do "magazynu". Było to miejsce, gdzie składowano zepsute sprzęty, a młodzi, zapaleni technicy (do których należał także Krinn) próbowali je naprawić (zwykle z marnym skutkiem), albo przynajmniej wykorzystać niektóre z części zamiennych lub ostatecznie zrobić z nich coś prostszego. Niestety, od czasu zejścia do podziemi zasób wiedzy mocno się skurczył. Większość dawnych książek była niezrozumiała i po kolei przerabiana na żywność...

Piski dzieci wyrwały Krinna z zamyślenia. „No tak”, pomyślał, „znowu dzieciaki. Co one widzą a w tych śmieciach... No dobra, ja też taki kiedyś byłem, ale przynajmniej zostałem technikiem, a oni? Czy w ogóle przeżyją? Niby nic się jeszcze nie zepsuło, ale... W końcu nikt nie ma pojęcia jak to działa”. Głosy były już na tyle głośne, że do Krinna dotarło co mówią.

- No dziadku! – jęczał jakiś malec. – Opowiedz nam coś.
- Właśnie – dodał chórek cienkich głosików. – Prosimyyyyyy.
- Chcecie męczyć staruszka? No dobrze. I tak niedługo umrę to mogę jeszcze trochę pocierpieć – stwierdził z fatalizmem siwobrody mężczyzna.

Krinn zawsze lubił opowiadania o życiu na powierzchni – kiedy ludzie byli bogami i potrafili zmieniać świat jak tylko chcieli. Niestety bardzo rzadko ktokolwiek chciał opowiadać. Poza tym przez tych kilkadziesiąt pokoleń historie się zmieniły... Mimo wszystko bardzo chciał wysłuchać opowiadania, przystanął więc w rogu pomieszczenia i przysłuchiwał się słowom „dziadka”.
Opowiadał o zagładzie. Bajka była pełna błędów i niedopowiedzeń a do tego zupełnie nierealistyczna. Jak niby w ogromnych schronach mogło zabraknąć miejsca dla ludzi? A kto w ogóle słyszał o jakichś rozpadających się wielkich kopułach czy innych planetach? Może to był jakiś symbol, bo przecież zginęło wielu ludzi. Krinna zaczęła mimo wszystko dręczyć myśl, że może jednak coś na powierzchni przetrwało razem ze wspaniałą wiedzą starożytnych.
Tej nocy nie mógł zasnąć. Dręczyło go dziwne uczucie, że moc starożytnych może być w zasięgu ręki, a oni siedzą za drzwiami i boją się wyjść. Wskaźniki działały poprawnie, sam je sprawdzał. Samo powietrze było niebezpieczne (choć nikt nie wiedział dlaczego), ale podjął decyzję – wyjdzie i poszuka ludzi na powierzchni. Inaczej nigdy by sobie nie wybaczył.

- Jak to wychodzisz ?! A co ze mną? Z klanem? Z nami wszystkimi? Pomyśl trochę – Lanni była zszokowana tym co właśnie usłyszała. – Pomyśl o konsekwencjach!
- Kochanie, ja to już przemyślałem, wszystko się dobrze skończy. Wrócę tu niedługo, ale naprawdę teraz muszę odejść.
- Zastanów się przez chwilę co chcesz zrobić! Jeśli zginiesz, zachwiejesz równowagę. Przecież mamy tu obieg zamknięty. Nie możesz odejść, bo klan straci twoje ciało. Potem dzieci będą głodować...
- Podjąłem decyzję. Przecież cię nie namawiam
- A powinieneś! A ja tu i tak zostanę, nie jestem nienormalna, ale proszę... wróć do mnie kiedyś...
- Oczywiście że wrócę. Dzisiaj jak zgaszą światła, idę do śluzy 3, spotkamy się tam?
- Jasne, będę na ciebie czekała, powiedz tylko o której...

Krinn przyszedł do śluzy 3 wcześniej niż zamierzał. Spojrzał po raz ostatni na metalowe ściany i naskrobał coś na kartce, którą zostawił obok. Nie zniósłby jeszcze jednej rozmowy z Lanni. „Jeszcze tu wrócę”, pomyślał.

Nie wrócił...

Brak komentarzy: