sobota, 19 lipca 2008

!

Przerywamy program, aby nadać ważny komunikat:

Wikipedia, podstawowe źródło informacji (tych bardziej naukowych) dla większości internautów, ma szansę stracić swój największy atut - swobodę edycji! Jak wiadomo wandalizm jest zmorą projektów typu wiki, a skutecznych sposobów do walki z nim brakuje. Zarząd Wikipedii wpadł jednak na "genialny" pomysł - każda zmiana będzie musiała zostać zweryfikowana (przez odpowiednią osobę) zanim stanie się powszechnie dostępna.
Moim zdaniem
Teoretycznie powinno to uchronić artykuły przed zniszczeniem, jednak z bliska nie wygląda to już tak wesoło. Choćby dlatego, że:
- to, czy wprowadzona przez nas zmiana jest "właściwa", będzie zależało od jednego człowieka i jego zdania
- weryfikator będzie mógł wprowadzać zmiany dowolnie
- poprawki będą miały spore (chyba, że zostanie zatrudnionych wielu ludzi pracujących przy tym bez przerwy) opóźnienie...
- ... i będą się mogły "nakładać" (kilka osób będzie chciało poprawić to samo na różne sposoby)

Wszystko sprowadza się do wprowadzenia czynnika ludzkiego (ogół, nie jest traktowany jako człowiek, żeby nie było wątpliwości) przeciwnego wandalizmowi (to też czynnik ludzki). Mam spore wątpliwości co do skuteczności tego typu rozwiązań.

Pomysł jest na razie testowany przez niemieckojęzyczną Wikipedię.

Źródło: http://bits.blogs.nytimes.com/2008/07/17/wikipedia-tries-approval-system-to-reduce-vandalism-on-pages/

sobota, 12 lipca 2008

i dalej...

Zaczyna się część właściwa. Niestety, z jakiegoś powodu muzykę (z Chrono Trigger i Chrono Symphonic) mogę zapodać tylko w takiej formie. Postara się naprawić to jak najszybciej, a póki co polecam Foxy Tunes. A za to, co na razie jest podziękowania dla Chrabiego, admina Polskiego Centrum Chrono Sagi

nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy (dużo, duuuuuużo później)

Music:Manoria Cathedral (Manoria Abbey)

Przebudzenie nie należało do najmilszych, zresztą to normalne kiedy głowa boli, kończyny się nie ruszają, a do tego coś kłuje w brzuchu. „O kurwa” pomyślał Pablo „takiego kaca jeszcze nie miałem”. Po chwili przypomniał sobie jak się nazywa, oraz że jest abstynentem. Nieco go to zaniepokoiło, więc postanowił zaryzykować skorzystanie ze zmysłu wzroku. Pulsujący ból w lewej skroni trochę osłabł, co ułatwiało korzystanie z przynajmniej jednego oka. Znajdował się w małym, okrągłym pomieszczeniu, a zza drewnianych ścian dobiegał bezustanny szmer. Nie zauważył żadnych drzwi, ani w ogóle nic na czym mógłby zawiesić wzrok, więc obiektem obserwacji stało się jego własne ciało. Wtedy właśnie wyjaśniła się część jego dolegliwości – był związany! Leżał na jakimś dziwnym łóżku, lub raczej podeście (wzbudziło to w nim niemiłe skojarzenie z katafalkiem), a od niedużej rany w brzuchu do leżącego nieopodal naczynia prowadziła cienka rurka, którą płynęła (pod górę!) jakaś ciężka do określenia substancja. Ubranie miał w kilku miejscach poszarpane, co akurat nie wpłynęło znacząco na jego walory estetyczne. Próbował krzyknąć, ale usta miał zakneblowane czymś lepkim i słodkawym. Uszczerbek goił się niesamowicie szybko - było wręcz widać regenerującą się skórę. Nagle zgasło światło (nie zauważył wcześniej skąd się brało). Nie wiedział czy zasnął czy zemdlał, ale to znowu nie był jego problem.


PROLOGOS III

Schron C - sektor Tarre, 2317 rok podziemia

Music: To Lands Unknown

Krinn szedł korytarzem B15 w schronu C. Światło jarzeniówek odbijało się w jego nowej odznace. Właśnie skończył 20 lat i został pełnoprawnym członkiem klanu Tarre, wiązało się to z wieloma przywilejami jak dodatkowe pół racji w niedziele; mógłby się też, razem ze swoją ukochaną Lanni starać o pozwolenie na dzieci... „Życie jest piękne”, pomyślał, po czym skręcił w korytarz prowadzący do "magazynu". Było to miejsce, gdzie składowano zepsute sprzęty, a młodzi, zapaleni technicy (do których należał także Krinn) próbowali je naprawić (zwykle z marnym skutkiem), albo przynajmniej wykorzystać niektóre z części zamiennych lub ostatecznie zrobić z nich coś prostszego. Niestety, od czasu zejścia do podziemi zasób wiedzy mocno się skurczył. Większość dawnych książek była niezrozumiała i po kolei przerabiana na żywność...

Piski dzieci wyrwały Krinna z zamyślenia. „No tak”, pomyślał, „znowu dzieciaki. Co one widzą a w tych śmieciach... No dobra, ja też taki kiedyś byłem, ale przynajmniej zostałem technikiem, a oni? Czy w ogóle przeżyją? Niby nic się jeszcze nie zepsuło, ale... W końcu nikt nie ma pojęcia jak to działa”. Głosy były już na tyle głośne, że do Krinna dotarło co mówią.

- No dziadku! – jęczał jakiś malec. – Opowiedz nam coś.
- Właśnie – dodał chórek cienkich głosików. – Prosimyyyyyy.
- Chcecie męczyć staruszka? No dobrze. I tak niedługo umrę to mogę jeszcze trochę pocierpieć – stwierdził z fatalizmem siwobrody mężczyzna.

Krinn zawsze lubił opowiadania o życiu na powierzchni – kiedy ludzie byli bogami i potrafili zmieniać świat jak tylko chcieli. Niestety bardzo rzadko ktokolwiek chciał opowiadać. Poza tym przez tych kilkadziesiąt pokoleń historie się zmieniły... Mimo wszystko bardzo chciał wysłuchać opowiadania, przystanął więc w rogu pomieszczenia i przysłuchiwał się słowom „dziadka”.
Opowiadał o zagładzie. Bajka była pełna błędów i niedopowiedzeń a do tego zupełnie nierealistyczna. Jak niby w ogromnych schronach mogło zabraknąć miejsca dla ludzi? A kto w ogóle słyszał o jakichś rozpadających się wielkich kopułach czy innych planetach? Może to był jakiś symbol, bo przecież zginęło wielu ludzi. Krinna zaczęła mimo wszystko dręczyć myśl, że może jednak coś na powierzchni przetrwało razem ze wspaniałą wiedzą starożytnych.
Tej nocy nie mógł zasnąć. Dręczyło go dziwne uczucie, że moc starożytnych może być w zasięgu ręki, a oni siedzą za drzwiami i boją się wyjść. Wskaźniki działały poprawnie, sam je sprawdzał. Samo powietrze było niebezpieczne (choć nikt nie wiedział dlaczego), ale podjął decyzję – wyjdzie i poszuka ludzi na powierzchni. Inaczej nigdy by sobie nie wybaczył.

- Jak to wychodzisz ?! A co ze mną? Z klanem? Z nami wszystkimi? Pomyśl trochę – Lanni była zszokowana tym co właśnie usłyszała. – Pomyśl o konsekwencjach!
- Kochanie, ja to już przemyślałem, wszystko się dobrze skończy. Wrócę tu niedługo, ale naprawdę teraz muszę odejść.
- Zastanów się przez chwilę co chcesz zrobić! Jeśli zginiesz, zachwiejesz równowagę. Przecież mamy tu obieg zamknięty. Nie możesz odejść, bo klan straci twoje ciało. Potem dzieci będą głodować...
- Podjąłem decyzję. Przecież cię nie namawiam
- A powinieneś! A ja tu i tak zostanę, nie jestem nienormalna, ale proszę... wróć do mnie kiedyś...
- Oczywiście że wrócę. Dzisiaj jak zgaszą światła, idę do śluzy 3, spotkamy się tam?
- Jasne, będę na ciebie czekała, powiedz tylko o której...

Krinn przyszedł do śluzy 3 wcześniej niż zamierzał. Spojrzał po raz ostatni na metalowe ściany i naskrobał coś na kartce, którą zostawił obok. Nie zniósłby jeszcze jednej rozmowy z Lanni. „Jeszcze tu wrócę”, pomyślał.

Nie wrócił...

Poraz trzeci...

Niewykluczone, że już ostatni raz się przenoszę. Mylog mnie opuścił, onet był tragiczny, może teraz będzie lepiej...


PROLOGOS I

Warszawa,28 kwietnia 2007 r. ne. (nasza era)


Pablo siedział na szkolnym parapecie w korytarzu pochłonięty przez lekturę. Od czasu do czasu patrzył tylko tępo na grających na boisku uczniów. Miał na sobie lekko wytarte i postrzępione z powodu nadmiernej eksploatacji dżinsy oraz mającą najlepsze lata już za sobą, szaro-niebieską bluzę z kapturem; co nadawało mu wygląd dość ponurego typa i kandydata na młodocianego menela. Było to oczywiście wrażenie zupełnie mylne, ale i tak nikt nie zwracał na niego uwagi. „Spóźnianie się ma jednak dobre strony” – pomyślał– „mogę w końcu trochę poczytać”. Książka należała do gatunku stanowczo,potępianego przez nauczycielkę j. polskiego i oczywiście wciągała niczym czarna dziura. Kontakt z rzeczywistością przywrócił mu dopiero dzwonek na przerwę.Odczekał chwile aż w sali pozostaną tylko uczniowie i poszedł przywitać się z kolegami. Dzień zapowiadał się zwyczajnie i rzeczywiście, kiedy pięć pozostałych lekcji stało się przeszłością, a półgodzinny powrót do domu dobiegał końca, dalej wszystko było jak zwykle. Oczywiście nie opisywałbym zwykłego dnia, więc (jak się zapewne spodziewasz) za chwilę wszystko się zmieniło.

Nagle kawałek przestrzeni przed nim zafalował i zamienił się we fragment lasu, zupełnie jak wycięty z obrazka; widok dość niecodzienny na blokowisku,zwłaszcza, że z lasu wybiegła niewysoka, smukła postać. Zanim Pablo zdążył zareagować, dziwny osobnik z niebywałą jak na swoja posturę siłą, uderzył go w twarz. Chłopak został tymczasowo odcięty od wszelkich problemów życia doczesnego...



PROLOGOS II


Atlantis, 28 grudnia 20148 r. GE (Era Gaii)

- Moduł snu przerwany – nawet miły kobiecy głos dobiegający z głośnika nie uprzyjemnił treści komunikatu. – Panie Prezydencie Zekros, proszę się obudzić. Pilne wezwanie od Działu G.

- Od kogo? - Zdążył zapytać Wybraniec Ludzkości zanim komputer odczytał jego myśli i znalazł definicję.

- Dział G powstał 10 maja 3 roku Ery Gaii, jego zadaniem jest konserwacja, naprawa i wyszukiwanie błędów w systemie kontroliGaia1. Początkowo sprawdzał on podstawowe oprogramowanie systemu i współpracował z nim w rozwiązywaniu problemów. Nie zgłaszał problemów od 6 listopada 2857 roku. Jego członkowie wywodzą się z najbardziej utalentowanych informatyków w pokoleniu, większość z nich należy do jednej linii genetycznej...

- Dość – rozkazał Zekros, który został w międzyczasie automatycznie ubrany w garnitur i przygotowany do pracy. – Sprawa dotyczy Gaii, więc masz mnie tam natychmiast zabrać.

Prezydent uwielbiał obserwować, jak lita skała rozstępuje się kilka metrów przed nim i zamyka około10 metrów dalej. Wtedy czuł, że ktoś nad nim czuwa... Właściwie, to każde dziecko wiedziało że Gaia zajmowała się ludzkością właściwie od zawsze. Teraz wezwano go pilnie, więc coś musiało się zepsuć – ta myśl była niepokojąca, ale systemy kontroli organizmu nie pozwalały mu na silniejsze uczucia negatywne.

W końcu Wybraniec Ludzkości dojechał do umieszczonego w dolnej warstwie płaszcza Ziemi pomieszczenia. Drzwi otworzyły się, a Zekros poczuł na twarzy chłodny podmuch klimatyzacji. Na jego powitanie wyszedł młody reprezentant Działu G, a informacje dotyczące zdarzenia zostały przesłane bezpośrednio do mózgu.

- Jeśli to naprawdę tak wygląda, to faktycznie decyzje muszę podjąć ja – zdecydował po chwili Prezydent. – Jeśli uda wam się to powstrzymać, to zostaniecie hojnie nagrodzeni, a osoby winne temu zdarzeniu poniosą surową karę. Jeśli Gaia nie może wyznaczyć liczby barionowej antykwarku z równania; to dziwię się, że jeszcze wszystko nie poszło z dymem. Podłączcie Gaię2, czy jak się ten system zapasowy nazywa.

- Nie mamy systemu zapasowego.

- Co do cholery?! – zaklął Zekros, wstrząśnięty pomimo sztucznych ograniczeń. – Jak to nie macie?! To po co ta jedynka na końcu?

- Ktoś kiedyś stwierdził, że tak będzie lepiej brzmiało... – próbował wyjaśnić młodzieniec.

- Z kim ja muszę pracować – westchnął.

- Panie Prezydencie, jaka jest Pańska decyzja?Został pan przecież wybrany właśnie, żeby...

- Wiem! Wszyscy do schronów. Zabrać tylko urządzenia mechaniczne, pamiątki i rzeczy osobiste. Żadnych, podkreślam, ŻADNYCH nanitów zewnętrznych. Wy spróbujecie zniwelować skutki tego... – szukał przez chwile odpowiedniego słowa - ...wirusa.

- Tak jest panie Prezydencie. A co z ludźmi, poza schronami? – odważył się zapytać reprezentant. Przecież nie dla wszystkich starczy miejsca.

- Niech Ga... Niech Bóg ma ich w opiece...

Zekros po raz pierwszy w życiu stwierdził, że start w wyborach na prezydenta Federacji Planet Ludzkości nie był jego najlepszym pomysłem.